Nerwy w konserwy ...

Nerwy w konserwy ...

Tak jak napisałem w poprzednim wpisie. Sierpień zaczął się smutno. Pożegnaliśmy naszą suczkę. Wspaniały to był pies. Nie zliczę wspólnie przebiegniętych kilometrów. Towarzyszyła mi na wielu trasach. Pies nie do zdarcia. Wierna do bólu. Niezłomna. Pozostały wspomnienia.

jedyna-wada wspomnienie wspomnienie-2

Wybrane notatki z treningów sierpniowo-wrześniowych. A żeby było weselej przepuszczone przez autoironię sztucznego inteligenta ;)

10–11.08.2025 – Dno i metr mułu

Zaczęło się nieźle, skończyło jak zwykle. Powrót pod wiatr i mój układ nerwowy w prawej taśmie powiedział: „a teraz to radź sobie sam”. Tempo poniżej 4:30? Zapomnij. Ciało miało wrażenie, że ktoś wymienił mięśnie na plastelinę, a nerw kulszowy postanowił urządzić sobie nocne jam session. Rano ledwo się ruszałem, ale po dłuższym mobilizacyjnym dialogu z grawitacją nastąpiło „o dziwo, jest lepiej!”. Gravel następnego dnia – jak zwykle miła jazda, układ nerwowy wzięty z zaskoczenia, mięśnie wróciły z urlopu, ale to tylko pozory. Na rowerze to działa zgoła inaczej. Nerw biegacza nadal jednak w trybie „nieobecność usprawiedliwiona z powodu L4”. A może L5?

12.08.2025 – Cisza po burzy

Fizjoterapia o dziwo zadziałała! Poziom dyskomfortu – minimalny. Tętno nawet na wykresie wygląda jakby wypiło melisę. Ciekawe, że jak fizjo trafił w odpowiednie tkanki, to organizm mówi: „OK, możemy znów współpracować”. Szkoda, że to był tylko incydent potwierdzający regułę "fizjoterapia jest przereklamowana".

16.08.2025 – Dzień po dniu, czyli jak NIE planować regeneracji

Początek luźny, ale od 7. kilometra przyszła zemsta układu nerwowego. Nerw kulszowy 5/10, przy czym 10 oznaczałoby już spotkanie z neurochirurgiem w trybie natychmiastowym. Lędźwie – obolałe. Głowa – mądrzejsza, ale tylko teoretycznie.

24.08.2025 – Próba czterech powtórzeń, wynik: trzy

Cztery raz osiem minut nie wyszło. Już na rozgrzewce miałem przeczucie, że nic z tego nie będzie. Pośladek spięty jak linia wysokiego napięcia, plecy obrażone. Jak mawiają klasycy – jak boli na rozgrzewce, to dalej nie będzie weselej.

26.08.2025 – Lędźwiowy przejmuje dowodzenie

Nowy bohater w bólowym spektaklu – prawy mięsień lędźwiowy. Plecy z prawej strony zastrajkowały, więc co 5 minut – przysiad i oddychanie jak w jodze na kacu. Bieganie ciężkie, tętno z piekła rodem, ale przynajmniej pogoda dopisała.

31.08.2025 – Optymizm kontra rzeczywistość

Plan: 15 km. Rzeczywistość: „nie żartuj”. Kręgosłup powiedział, że dopóki on się nie uspokoi, kilometraż kończymy na mikrodawkach. Rozsądek przyklasnął, ale motywacja wyszła na spacer mówiąc "żegnaj".

06.09.2025 – Leśna Triada (Młociny)

Zaskakująco – nie gorzej niż w czerwcu. Czyli trochę lepiej, ale tylko „statystycznie”. Rozgrzewka sztywna jak kloc drewna. W trakcie biegu brak mocy w drugiej części – typowa historia: motoryka zawiodła, fizjologia nie miała nic do gadania. Po zawodach: REZONANS, czyli magiczne słowo, które w moim kalendarzu oznacza „przyznaj się, że przesadziłeś”.

11.09.2025 – Ból, mrówki i prądy w pośladku

To był ostatni trening biegowy przed przymusową, wielotygodniową pauzą. Ból nie odpuszczał nawet na chwilę. Kiedy spróbowałem podbiegu – bum! Efekt prądu wzdłuż całego nerwu kulszowego. Mrowienie, zaciskanie na łydzie. Zrezygnowałem z podbiegu, żeby nie skończyć jako przykład w podręczniku fizjoterapii. Obie nogi ociężałe, lewa niby OK, ale brak mocy – klasyka „kręgosłupowego domina”.

Podsumowanie

Teraz, z perspektywy czasu, jestem oczywiście mądrzejszy. Wystarczyło od połowy sierpnia zwolnić, zająć się kręgosłupem… Ale nie! Ja, niczym sportowiec‑filozof, postanowiłem zobaczyć, dokąd zaprowadzi mnie ambicja. No i zaprowadziła – prosto na stół rezonansowy. Ale nie to było przysłowiowym gwoździem do trumny, w której złożyłem tak dobrze zapowiadający się Biegowy Sezon 2025 ...

Previous Post Next Post