Trening siłowy. Od dłuższego czasu chodziło mi to po głowie. W całej tej rehabilitacji brakowało mi podejścia treningowego. Terapia manualna - nie znam się na tym, pewnie jakoś pomaga, ale przecież poza gabinetem też coś trzeba robić. Robić z głową.
Jeszcze pod koniec roku w okresie międzyświątecznym doskwierały mi bóle z pośladka oraz podudzia. Były to bóle natury neuropatycznej. Dectac 25mg brałem 1-2 razy dziennie. Często zapuszczałem sobie również prądy tens. Wszystko to jeśli pomagało to tylko doraźnie.
Przed świętami nawiązałem kontakt z trenerem personalnym (były zapaśnik). Zrobiliśmy próbny trening. Dał mi namiar na swojego fizjo, celem diagnozy i ustalenia planu - co możemy robić, co wzmacniać, a których ćwiczeń na razie unikać.
Do dziś jestem już po 10 treningach. Spodobało mi się na tyle, że od pięciu treningów chodzimy razem z moim synem. Ćwiczymy w parze. Obaj budujemy na razie mocny fundament i powiem szczerze - to działa. Od początku stycznia odstawiłem Dectac i Tensy. Śpię dobrze na lewym/prawym boku oraz na plecach (a był to duży problem). Problemem było też do niedawna zwykłe stanie - kilkanaście sekund i odpalał się nerw w podudziu. Teraz nic nie boli. Jeszcze pod koniec stycznia na próbach truchtu odczuwałem jakiś dyskomfort na pośladku. Kłucie w podudziu natomiast wyciszyło się kompletnie.
Jest jeszcze jeden aspekt, który niesamowicie mnie wsparł i wspiera w okresie styczeń do dzisiaj. Zima ... Tak, tak - jestem chyba jedynym biegaczem w okolicy, który kibicuje zimie. W tym okresie wykonałem 14 treningów na nartach biegowych. Biegam klasykiem i przy dobrych warunkach, w tzw. śladzie jestem w stanie osiągać tempo truchtu biegowego. Czuję, że ta aktywność niesamowicie pchnęła mnie do przodu nie tylko wydolnościowo ale też sprawnościowo. Aktywność bardzo bliska bieganiu. Pracują podobne mięśnie, dodatkowo mocno barki i ręce. Dyski w kręgosłupie odżywiają się bez nadmiernej kompresji. Jednocześnie brak impaktu o podłoże sprawił, że odczucia dyskomfortu w pośladku już są na kompletnym wyciszeniu.

Oprócz tego, jak pracuję z biura, to robię Nordic Walking z pracy do domu. Ponad godzinę pracy tlenowej. Czasem też wrzucam sobie dla sprawdzenia 10-15 minut truchtu w trakcie. Ten trucht to na razie sprowadza mnie na ziemię, bo tętno jakie obserwuję prowadzi moją pokorę w rejony zupełnie obce mojej świadomości :)
Krótkie podsumowanie stycznia.
Mam nadzieję, że w lutym do podsumowania dojdzie już bieganie. Czy wrócę silniejszy? To się okaże.