Na 13 czerwca zaplanowałem sprawdzian formy podczas Leśnej Triady (~5,5km) w lesie Kabackim. Czas do zawodów zamierzałem przeznaczyć na lekki taper, ale bez zbytniego schodzenia z obciążeń.
Wtorek 02.06 - poranne easy + spokojny rower + wieczorna siłownia
Poranny klasyk. Tętno w miarę. Kolejny eVO2max powyżej 50. Nogi takie sobie. Trochę luzu, ale nie za wiele. Przebieżki troszkę ociężałe. Na koniec zrobiłem jeszcze żwawszy podbieg na wiadukcie (~200 m) - wyszło po ~3:50, więc ani dobrze, ani źle. Biegałem ten odcinek dużo szybciej.
Wieczorem siłownia w plenerze. Tym razem taki sobie trening. Niespecjalnie mi się podobał ani niespecjalnie wszedł.
Czwartek 04.06 (5x4min/2min)
Tak sobie. Niby trening dowieziony ale liczyłem na większy zapas wydolnościowy. Tętno już na rozgrzewce wyższe. Chyba muszę następnym razem przetestować bieganie akcentów bez porannej kawy czyli tak jak biegałem ostatnio easy wtorek/czwartek. Mam wrażenie, że to może być to. Ciągle brak efektu wow. Przerwy bardzo wolne w truchcie. Ciągle mam poczucie braku wyraźnego progresu i "odbijania się od sufitu". Pod uwagę można wziąć jeszcze trudna sytuację w pracy i związany z tym stres.
Sobota 06.06 (skrócony trail)
Trening z rodzaju "nie wiadomo dlaczego nie idzie". Sen dobry. Niby człowiek wypoczęty, a brak mocy i beton w nogach. Żebym jeszcze wczoraj się jakoś mocno przemęczył ale zupełnie nic nie było poza spokojnym dojazdem do pracy na rowerze. Kompletnie dołujący trening bez tzw. fanu. W planie było 60-70 minut plus 15 minut steady. Wyszło męczenie buły z jedną pętla górska Falenickich Biegów Górskich. Na dziś w zasadzie nie wiem co jutro, tym bardziej, że czuje jakieś drobne napięcia w stopie. Oby przejściowe, bo jestem na p. jakiegokolwiek podejrzanego bólu przewrażliwiony. Nowe buty robią się coraz pilniejsze.
Niedziela 07.06
Nie chciałem testować swoich dolegliwości, dlatego wybrałem rower. 40km spokojnego kręcenia na gravelu zawsze jest jakąś miłą odmianą.
Wtorek 09.06 2x8min/3min plus 4x1min/90sek
Nie ma tragedii. Tempa może nie są z tych wymarzonych ale coś tam weszło. Końcówka drugiej ósemki już lekko zakwaszona. Do tego mógł dojść incydent z obecnością dzików na drodze - próbowałem je wypłoszyć (klaszcząc i pokrzykując) widząc je w oddali i straciłem pewnie sporo energii w trakcie tego interwały. One oczywiście i tak olały moje dramatyczne działania :))) Podczas minutówek również ostatnie 15 sekund każdego powtórzenia dawało odczucia słabnącej nogi. Być może od przyszłego tygodnia trzeba będzie jednak wrócić do podbiegów, żeby odblokować się biomechanicznie. Stopa daje jakieś sygnały ale tylko na bardzo szybkich przebieżkach zatem trzeba uważać na prędkości powyżej 95% maksymalnej mocy. Trzeba ten dzisiejszy trening jakoś zregenerować, bo czuję, że jednak było jakieś obciążenie nerwowo-mięśniowe.
Czwartek 11.06 (ER + przebieżki)
Tętno na tym treningu to jakiś mega żart albo efekt skumulowanego stresu związanego z pracą. Nogi bez bólu w granicach normy. Na przebieżkach wręcz chce się mocniej kręcić.
Sobota 13.06 Leśnia Triada - szlak lata (5,5km)
No cóż. Ciężko cokolwiek powiedzieć konstruktywnego. Generalnie stoję w miejscu (średnie tempo to 4:15/km). Trening na razie nie przesuwa mnie specjalnie. Większość trasy przebiegłem na intensywności 8-9/10. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ale może było jednak trochę mniej skoro ostatnie 500 metrów dało się progresywnie polecieć po ~3'50. Zapas na pewno był ale komfort na tym śmiesznym tempie żaden.
Niedziela 14.06 - kros aktywny
Mam dość tego zamulającego człapania. Puściłem dziś nogę z hamulca i dobrze mi z tym. Pomimo cięższych nóg na początku, w trakcie, na trasie krosowej w miarę się to zmobilizowało. Odczucia dobre. Nie idealne ale dobre.
Podsumowanie tych dwóch tygodni:
