2 tydzień nowego planu. W tym tygodniu zamiast interwałów CV - uphill fartlek.
Poniedziałek 11.05
Rower po weekendzie bardzo komfortowy, szczególnie powrót z pracy do domu. Duża moc pod nogą i jakość wydolnościowa. Pytanie czy to siłownia oddaje czy zachodzą ogólne adaptacje treningowe. Tak czy inaczej na razie czuję się świetnie. Nie mogę się doczekać kolejnego akcentu w sobotę.
Wtorek 12.05
Trening w odczuciach bardzo podobny do zeszłotygodniowego. Nawet parametry fizjologiczne podobne. Może na przebieżkach trochę tętno się podbiło - ale tylko odrobinę bardziej. Na razie wszystko pod kontrolą. Fajnie by było, gdyby tętno jeszcze trochę spadło przy tym tempie. Optymalnie poniżej 120bpm i będzie dobrze. Waga rano nieco ponad 73 kg (bez toalety).
Wieczorem siłownia - różne ćwiczenia np. zakroki z gumą odwodzącą / przywodzącą - najpierw z kettlem 12kg, potem 2x8kg, glute bridge na piłce z przyciąganiem piłki do pośladka, zakroki z kettlami 2x12kg z nogą wykroczną na berecie (truuudne), hamstringi na ławce (łatwe), sanie (na saniach było chyba 4x25kg + 20kg) 2x6 długości (ciężko dość) / w przerwie wioślarz 5 minut.
Środa 13.05
Gravel do pracy (luz) i gravel z pracy (wmordewind).
Czwartek 14.05
Kolejne nudne spokojne bieganie. Na koniec żałowałem, że nie wziąłem rękawiczek. Ręce mi zgrabiały. Czuć, że przy tych tempach ciało się zaklepuje. Trzeba wrzucać jakieś krótkie odcinki odmulające.
Wieczorem siłownia - na rozgrzewkę proste mobilizacje plus swing 20kg Kettle. Danie główne: hipthrusty z dokładaniem ciężaru w kolejnych seriach do 90kg plus gryf. Martwy ciąg na 1 nodze 24kg z kolanem nogi zakrocznej na boxie. 6 odcinków sankami z ciężarem 3x25kg na sankach (mniej niż we wtorek). Wioślarz na schłodzenie.
Czuję, że sanki mogą być dla mnie dobrą wyborem - zresztą nie tylko ja ;) https://www.instagram.com/p/DYLCkx8Eq8D/?utm_source=ig_web_button_share_sheet&igsh=MzRlODBiNWFlZA==
Piątek 15.05
Gravel do pracy (w miarę luz) i gravel z pracy. Wczorajsza siłownia odczuwalna trochę w nogach (szczególnie przywodziciele - głównie prawy) i trochę plecy. Włączam tu większą czujność, bo trochę te plecy muszą popracować ale trzeba nauczyć się rozróżniać dobry ból od złego. Na razie jest raczej dobry. Raczej.

Sobota 16.05 (20' easy + 8 x 70-80 s uphill fartlek + 12-15' schłodzenia)
Pogoda deszczowa w sensie mżawki. Do biegania OK. Rozgrzewka normalnie na hamulcu. Fartlek uważam,że poprawny. Od 5 tego lapu już w drugiej połowie każdego podbiegu bardziej miękkie nogi ale do wytrzymania. Wysiłek aktywnej części 8/10. Przerwa w całości truchtem. Najpierw zbieg i potem płaski dobieg do kolejnego podbiegu. Wydaje się, że przerwa wystarczająca do tzw niepełnego wypoczynku. W 5 strefę tętna wkroczyłem tylko na 18 sekund, więc chyba intensywność trafiona. Zadowolony jestem z kontroli wysiłku. Próba dokładania kolejnych 2 powtórzeń na tym etapie budowania formy nie miała sensu. Lepiej jutro zrobić długi bieg o planowanej długości czasu trwania, czyli ~85 minut.

Niedziela 17.05
Trening słaby w odczuciach. Nawet nie wiem za bardzo jak opisać tą słabość. Niektórzy określają to jako męczenie buły. Coś w tym jest. Kilka pitstopów na reset nawet nie wiem czego, chyba głowy 🤪 Long wykonywany był na tej samej od tygodni trasie crossowej, dzisiaj z 3 pętlami WBG (Wesołe Biegi Górskie). Pod koniec 10 minut w intensywności progowej. Aż dziwne że to jakoś weszło. Zaliczone. Mam nadzieję że to kolejny kamyczek do koszyczka forma. Biegane w Peregrinach. But z tych, co raczej niewiele pomagają. Już wolę Lone Peaki. Tak czy inaczej powoli trzeba będzie się rozglądać za jakimś sensownym butem trailowym.
